Wychowance Domu Dziecka w Elblągu odebrano dziecko zaraz po porodzie. Kobieta w sądzie walczy o córkę

7385
Wyświetleń

To wstrząsająca historia, której dyrekcja Domu Dziecka w Elblągu nie zaprzecza. Według informacji młodej elblążanki, wychowanki tej placówki, zaraz po porodzie zostało odebrane jej dziecko. Dziewczyna nadal walczy o to, aby być matką dla swojej córki.

Oto dramatyczna relacja młodej kobiety w Elblągu. Według jej słów, zaraz po porodzie, jeszcze w szpitalu, dziecko zostało jej odebrane przez pracownicę Domu Dziecka i umieszczone w rodzinie zastępczej. Kobieta stara się odzyskać córkę.

Taką sytuację potwierdza dyrektor Socjalizacyjnej Całodobowej Placówki Opiekuńczo Wychowawczej w Elblągu, Barbara Nalińska.

Oto relacja elblążanki (pisownia oryginalna, personalia do wiadomości redakcji). Śródtytuły od redakcji.

Pojawia się ciąża

Jestem 18-letnią, byłą już wychowanką DD w Elblągu. W wieku 16 lat zaszłam w ciążę ze swoim chłopakiem, zbiegło się to z moim trafieniem do Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego. Do ośrodka trafiłam we wrześniu za ucieczki z domu dziecka, tzn. wychodziłam wcześnie rano, szłam do domu, później do szkoły, a po szkole siedziałam do późnego wieczora w domu i wracałam po 23 do Domu Dziecka. Powód tego był taki, że bardzo tęskniłam za domem, a w placówce się nie mogłam odnaleźć. W styczniu 2016 roku, moja wychowawczyni z MOW zadzwoniła do dyrektorki DD Barbary Nalińskiej z informacją, że w zaawansowanej ciąży nie mogę przebywać w ośrodku. Dyrektorka nie chciała o tym słyszeć, stwierdziła, iż nie ma o czym z wychowawczynią rozmawiać. Dlatego też w marcu 2016 zostałam urlopowana przez sąd do swojego rodzinnego domu. Razem ze swoją babcią, chłopakiem i jego rodziną kompletowaliśmy wyprawkę i szykowaliśmy pokój dla dziecka – moja babcia złożyła wniosek o wzięcie w rodzinę zastępczą moją córeczkę, i o mój powrót do domu z placówki.

Dziecko odebrane matce

Dom Dziecka w tym czasie w ogóle się nie interesował mną – swoją wychowanką. Na początku czerwca 2016 roku, Dom Dziecka przywiózł nam rzeczy dla dziecka (ubranka, butelki, fotelik, bujaczek, pościel) i poinformował, że w placówce szykowany jest dla mnie i dziecka pokój. 19 czerwca 2016 roku wieczorem urodziłam w Miejskim Szpitalu córeczkę, babcia na drugi dzień poszła złożyć pismo do sądu o ustanowienie jej opiekunem prawnym. W ten sam dzień po południu, zadzwoniła do niej wicedyrektor Monika Józefowicz z pytaniem gdzie jesteśmy, bo ona pojechała do szpitala wojewódzkiego i nas tam nie ma.

Po około 30 minutach przyjechała z pismem w ręku, że dziecko ma trafić do rodziny zastępczej. Był płacz, szok i panika. Pielęgniarkom i lekarzom nakłamała, żeby uważali i nie dawali mi dziecka bo mogę uciec z nim ze szpitala, albo rzucił o ścianę (!). Moja babcia przez cały pobyt w szpitalu latała do sądu, składała przeróżne pisma, poszła do adwokata, który napisał jej zaskarżenie postanowienia – nic się nie dało zrobić.

Dali nam nadzieję i odebrali

Najbardziej w tym wszystkim szokujące jest to, że inne dziewczyny w Domu Dziecka jakoś mogły zostać ze swoimi dziećmi. I nie były to aniołki – jedna również została przywieziona z MOW, a druga nagminnie uciekała na kilka dni. Jednak to mi i mojej córeczce odebrano tę możliwość. Szokujące jest również to, że wniosek wicedyrektor o zabranie mi dziecka został złożony na początku maja, a w czerwcu zaczęli przywozić rzeczy dla dziecka ROBIĄC NAM TYM NADZIEJĘ i utwierdzając nas w przekonaniu, że wszystko będzie dobrze. Te dziewczyny z dziećmi nie mają żadnej pomocy ze strony swojej rodziny, a ja miałam wsparcie i pomoc od swojej babci, chłopaka i jego rodziny. Nie jesteśmy patologią.

Nie może widzieć się z córką

Obecnie odwiedzamy naszą Madzię dwa razy w tygodniu po jednej godzinie. Wynajęliśmy adwokata, sprawa również trafiła do Rzecznika Praw Dziecka. Ja jestem w trakcie kierowania sprawy do sądu o pomówienia – przez sytuację, która miała miejsce w szpitalu, i to, co wicedyrektor napisała we wniosku do sądu. W tej chwili nie widzę się ze swoim dzieckiem już trzy tygodnie, bo malutka jest chora. Ale to ja jestem jej mamą i to ja powinnam się nią opiekować. Sprawa ciągnie się już 7 miesięcy. Straciłam 7 miesięcy, które są bardzo kluczowe dla budowania prawidłowej więzi z dzieckiem.

Sąd sprawdzi czy nadaje się na matkę…

We wrześniu była rozprawa o rodzinę zastępczą, jednak sąd zalecił badania w RODK na sprawdzenie, czy się nadaję na matkę i czy jest między mną i dzieckiem więź. Ale jaka ta więź ma być, jeżeli ja się ze swoim dzieckiem tak rzadko widzę? Badania odbyły się 12 grudnia, do tej pory czekamy na przysłanie nam opinii. Sąd działa bardzo opieszale i w ogóle nie bierze pod uwagę dobrych opinii o mnie ze szpitala w którym urodziłam, od mojej terapeutki, psychiatry i kuratorki.

Może nie na temat, nie musicie Państwo publikować, ale napisałam to, żebyście wiedzieli jak bardzo placówka dzieli wychowanków na lepszych i gorszych. Jedni mogą, drudzy nie mogą…

W tej sprawie skierowaliśmy prośbę o wyjaśnienia do Barbary Nalińskiej, dyrektor Socjalizacyjnej Całodobowej Placówki Opiekuńczo Wychowawczej w Elblągu. Proponowaliśmy również spotkanie w tej sprawie.

Otrzymaliśmy jednak tylko taką odpowiedź:

W odpowiedzi na pytania postawione mi przez Pana w meilu informuję, że:

Ad. 1) Potwierdzam wystąpienie “przypadku”, który opisuje Pan w meilu.   

Ad. 2) Udzielenie odpowiedzi na Pana drugie pytanie nie jest możliwe z uwagi na wiążącą mnie tajemnicę informacji dotyczącą osób (w tym rodzin biologicznych) objętych pieczą zastępczą.

Barbara Nalińska
Dyrektor SCPOW    

Wychowance Domu Dziecka w Elblągu odebrano dziecko zaraz po porodzie. Kobieta w sądzie walczy o córkę

Możesz użyć tych tagów i atrybutów HTML <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>