Radny Wojciech Rudnicki o stanie wojennym. „Poczułem wielki strach”

570
Wyświetleń

Mam 15 lat, jest niedziela 13 grudnia 1981 r. Razem z kolegami z zespołu jestem na turnieju piłki ręcznej w Białymstoku – wspomina dzień wprowadzenia stanu wojennego w Polsce radny Wojciech Rudnicki.

Nasza drużyna MKS Truso Elbląg  ma szansą wygrać ten turniej. Pobudka 7:30, wchodzi do pokoju kolega i mówi „wstawać jest wojna”. Dostaje kapciem, żeby dał spać i nie gadał głupot. A powiem, że dobrze nam się spało, wieczorem byliśmy w kinie na „Wielkiej majówce”, w uszach do dzisiaj mam słowa piosenek Mannamu, pamiętam jakby to było wczoraj, a minęło już 35 lat. Nie dało mi to jednak spokoju, schodzę na dół do recepcji, witam się i pytam która godzina (nigdy nie miałem zegarka dłużej niż miesiąc, zawsze gubiłem).

Widzę płaczącą recepcjonistkę, pytam co się dzieje, a ona przez łzy mówi ze jest wojna. Pytam się z kim, nie umiała mi odpowiedzieć, cała się trzęsła. Poczułem wtedy chyba po raz pierwszy WIELKI STRACH I PRZERAŻENIE. To były pierwsze chwile jakie zapamiętałem tego poranka. Myśleliśmy z chłopakami, że to jakiś żart, ale w telewizji mówią coś o stanie wojennym. Mecze niedzielne odwołano, nie byliśmy z tego zadowoleni, mieliśmy szanse na pierwsze miejsce, byliśmy na fali, myślę, że plasowaliśmy się w pierwszej piątce zespołów juniora młodszego w kraju. Wojnę znałem tylko z opowieści dziadka i z serialu „Czterej pancerni i pies” i „Stawka większą niż życie”.

Powrót do domu był koszmarem, wyobrażam co nasi rodzice wtedy czuli (nie było wtedy telefonów komórkowych, więcej – żadne telefony nie działały). Czternastu chłopaków w przedziale, na peronach poszczególnych stacji setki ludzi, to głownie rezerwiści jadący do swoich jednostek i płaczące rodziny żegnające swoich najbliższych jakby nigdy więcej mieli ich nie zobaczyć. W pociągu nie było gdzie szpilki wcisnąć. Ludzie w panice, wszędzie młodzi mężczyźni pijacy alkohol. Na korytarzach dym papierosowy, nic nie było widać. Wtedy pierwszy raz w czasie całej podróży nikt nie sprawdzał biletów. W domu wyczuwało się strach.

Dziadek z babcią codziennie rano kupowali po 2-3 bochenki chleba, kroili je i suszyli. Tak przez kilkanaście dni uzbierał się w dużym worku spory zapas. To było dla mnie dziwne zachowanie moich dziadków. Dzisiaj już to rozumiem i nie tylko to. Wiem, że nie ma nic cenniejszego w życiu człowieka niż bezpieczeństwo. Wiem, że nie jest ono nam dane raz na zawsze. Dlatego trzeba zrobić wszystko aby wydarzenia tamtych dni nigdy nie wróciły, żeby Polak nie stanął przeciw Polakowi, brat przeciw bratu, sąsiad przeciw sąsiadowi.

Rozmawiajmy ze sobą, bądźmy w dialogu a nie konfrontacji. Zróbmy wszystko aby następne pokolenia nie przeżywały zdarzeń podobnych do pamiętnego 13 grudnia.

Wojciech Rudnicki

www.wojciechrudnicki.pl

Radny Wojciech Rudnicki o stanie wojennym. „Poczułem wielki strach”

Możesz użyć tych tagów i atrybutów HTML <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>