Polemika. Afery w elbląskim Domu Dziecka nie było? Tak chcą to niektórzy widzieć, ale tak nie jest…

1078
Wyświetleń

Postępowanie prokuratorskie prowadzone w sprawie pobicia wychowanka elbląskiego Domu Dziecka, 12-letniego Pawła, zostało umorzone. Śledczy nie zdecydowali się na postawienie komukolwiek zarzutów. Czy jednak mogło być inaczej, skoro zrobiono wszystko, aby sprawę zatuszować?

Nic w tej sprawie nie jest jasne i oczywiste, ponieważ dyrekcja elbląskiego Domu Dziecka zrobiła wszystko, aby sprawę zatuszować i zamieść pod dywan. Decyzja prokuratury oznacza tylko tyle, że śledczy z powodu znikomej ilości materiału dowodowego zdecydowali, że w tej sprawie nie postawią nikomu zarzutów pobicia chłopca. Tylko tyle. Nikt nie stwierdza, że do pobicia nie doszło.

Obrona „przyjaciela” Domu Dziecka

Wczoraj elbląski bloger obwieścił, że skoro prokuratura nie zdecydowała się nie stawiać nikomu zarzutów, to afery w Domu Dziecka nie było. Myślenie bardzo proste, by nie rzec prostackie  i życzeniowe. Natomiast zeznania świadków, którzy o tych nieprawidłowościach mówili, są nic nie warte. Najważniejsze jest ostatnie słowo dyrektor Nalińskiej.

Co to oznacza? Czy tak, jak chce elbląski bloger, przyjaciel pani dyrektor Domu Dziecka (prowadzący konto na facebooku tej placówki, określany przez Barbarę Nalińską jako „przyjaciel”), który na swoim blogu obwieszcza, że żadnej afery nie było? Otóż nie, afera była i nie da się jej tak łatwo zatuszować. Akurat ten blog, ci ludzie go prowadzący, nie powinni w tej sprawie głosu zabierać. Wystarczy wspomnieć, co zrobili z panią dyrektor Gimnazjum nr 2, gdy samobójstwo popełnił jeden z uczniów tej szkoły. Kobieta została przez nich zastraszona, zaszczuta, stłamszona, zarzucano jej publicznie kłamstwa i manipulacje. Dyrektor Gimnazjum nr 2, w przeciwieństwie do dyrektor Domu Dziecka, miała na tyle własnej godności i honoru, że sama złożyła rezygnację z zajmowanego stanowiska.

Pani dyrektor mataczy

Jak ustaliła kwidzyńska prokuratura, dyrektor Domu Dziecka miała dowiedzieć się o pobiciu 12-letniego Pawła przez telefon, od jednego z wychowawców po tym, jak na facebooku upubliczniono zdjęcie obrażeń na pośladku chłopca. Tu nieścisłość w zeznaniach dyrektor Barbarze Nalińskiej wytknął już radny miejski Robert Turlej na jednej z sesji Rady Miasta Elbląga.

– W nawiązaniu do mojego wniosku z dnia 28 kwietnia zwracam się ponownie z prośbą o dokładne zbadanie i wyjaśnienie sytuacji, która miała miejsce na kolonii wychowanków elbląskiego Domu Dziecka w Orkuszu – mówił w ubiegłym roku, na sesji Rady Miasta radny Turlej. – W otrzymanej odpowiedzi z dnia 17 maja br. znajdują się sprzeczne informacje z tymi, które udało mi się ustalić bezpośrednio od osoby będącej na kolonii w Orkuszu. W informacji przygotowanej przez Referat Zdrowia można przeczytać, że pani dyrektor Domu Dziecka o fakcie pobicia dziecka dowiedziała się z Internetu dopiero dwa miesiące po tym zdarzeniu. Według moich ustaleń wychowawcy natychmiast po otrzymaniu informacji od komendanta obozu w Orkuszu zgłosili telefonicznie ten fakt pani dyrektor. Chłopiec wcześniej wrócił do Elbląga co również musiało być odnotowane.

O tym więcej pisaliśmy tu: http://fakty.elblag.pl/radny-robert-turlej-pyta-o-pobitego-chlopca-prezydent-wszystko-wyjasnione/

No więc jak to było w końcu? Barbara Nalińska dowiedziała się o tym fakcie po publikacji zdjęcia na portalu facebook, czy zaraz po pobiciu telefonicznie od wychowawców? Już sam ten jeden przykład pokazuje, że sprawa jest „kręcona” i jest spora chęć „zamiecenia jej pod dywan”.

Świadkowie mówią o pobiciu

Kiedy postanowiliśmy zainteresować się tą sprawą, dyrektor Nalińska zrobiła wszystko, aby uniemożliwić nam rozmowę z Pawłem, który miał zostać pobity. Nawet wymusiła na jego matce, aby ta zabroniła mu rozmowy z dziennikarzami. Dotarliśmy jednak do informacji od chłopca, który w tej sytuacji przesłał nam swoją wypowiedź w formie nagrania filmowego. Zgłosili się też świadkowie, inny chłopiec również pobity przez pracownicę socjalną na kolonii w Orkuszu oraz jedna z pracownic Domu Dziecka, która potwierdziła wersję podopiecznych.

O tym więcej tu: http://fakty.elblag.pl/pobity-wychowanek-domu-dziecka-w-elblagu-desperacko-szuka-pomocy-dyrekcja-placowki-tuszuje-sprawe/ 

Wiele wskazuje na to, że dyrektor Nalińska o pobiciu wiedziała zaraz po tym zajściu. Nakazała powrót Pawła z kolonii w trybie natychmiastowym i zrobiła wszystko, aby sprawę wyciszyć. Tak się jednak nie stało przez publikację zdjęcia obrażeń na facebooku.

Do podobnych wniosków doszli zresztą reporterzy programu Uwaga TVN, którzy zrobili na ten temat reportaż.

O tym więcej tu: http://fakty.elblag.pl/po-naszych-publikacjach-uwaga-tvn-o-sprawie-pobicia-chlopca-w-elblaskim-domu-dziecka/

Kontratak

Aby jednak ostatecznie zamknąć sprawę, dyrektor Barbara Nalińska postanowiła z 12-letniego chłopca zrobić wariata. Sugerowała nam taką sytuację w rozmowie w placówce, a wkrótce wytoczyła Pawłowi w sądzie sprawę o ustalenie stopnia demoralizacji. Po to, aby ostatecznie pokazać, że jakiekolwiek informacje i zeznania chłopca są niewiarygodne.

Od Pawła wiemy, że jego próby szukania sprawiedliwości spotkały się z przykrymi konsekwencjami dla niego. Cały czas w Domu Dziecka mu to wypominano i próbowano dyskryminować.

Więcej o tym tu: http://fakty.elblag.pl/ruszyl-proces-w-sprawie-demoralizacji-wychowanka-domu-dziecka-do-procesu-dolaczyl-rzecznik-praw-dziecka/

Rozwiązał się worek problemów

To, że w elbląskim Domu Dziecka nie dzieje się dobrze, świadczy to, że po naszych publikacjach wpłynęły do naszej redakcji informacje o wielu nieprawidłowościach, do jakich dochodziło w tej placówce. Także związane z zaborem mienia czy odbieraniem wychowankom dzieci po porodzie.

Nie atakowaliśmy jednak prezydenta miasta za zaistniałą sytuację. Domagaliśmy się jedynie, aby prezydent wyjaśnił w końcu rzetelnie to, co dzieje się w tej placówce. Ponieważ wiele informacji od wychowanków Domu Dziecka czy rodziców dzieci tam umieszczonych po prostu szokowało opinię publiczną.

Co dalej?

Słowa 12-latka, jego historia, zdjęcie zasinionego pośladka, kolejne zeznania dzieci nic nie znaczą w zderzeniu z bezduszną, urzędniczą machiną Domu Dziecka. Dzieci obrony żadnej nie mają. Natomiast w rękach pracowników tej placówki jest cały arsenał odpowiednich działań – sprawa w sądzie o ustalenie demoralizacji czy najróżniejsze opinie biegłych w sprawie tych dzieci. Mają za zadanie pokazać, że dzieci te „mają nierówno pod sufitem” mówiąc kolokwialnie. Czy małoletni mają jakąkolwiek szansę w starciu z taką machiną urzędniczą? Praktycznie żadnej. Czy jednak oznacza to, że afery żadnej nie było, a dzieci po prostu historię wymyśliły? Jeśli tak, to po co…? W jakim celu?

Te dzieci przebywają długo w tej placówce. Znają reguły, zasady tam obowiązujące. Wiedzą, co im wolno, a czego nie. Jeśli sięgnęły po tak desperackie metody zwrócenia uwagi na pewne zdarzenie, do którego doszło na koloniach w Orkuszu, warto się zastanowić choć przez chwilę, czy ten dziecięcy głos jednak nie ma racji?

Polemika. Afery w elbląskim Domu Dziecka nie było? Tak chcą to niektórzy widzieć, ale tak nie jest…

O Autorze
-

Możesz użyć tych tagów i atrybutów HTML <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>