Mieszkanka Starego Pola walczy…z dwoma nowotworami! Każdy może pomóc!

4507
Wyświetleń

Lekarze pobrali wycinek tylko z węzłów chłonnych. Guzy na trzustce zignorowali twierdząc, że to na pewno ten sam rak. A gdy mama trafiła do szpitala, na biopsję było za późno… Jest jeszcze jedna rzecz, której lekarze nie potrafią dokładnie wytłumaczyć. To prawdopodobnie drugi nowotwór…- pisze rodzina chorej kobiety.

Do naszej redakcji dotarł dramatyczny apel rodziny 46-letniej mieszkanki pobliskiego Starego Pola. Kobieta walczy o życie, a to życie ma swoją wymierną, finansową cenę. Niestety bardzo wysoką. Poniżej ta dramatyczna historia.

Koniec świata zawsze przychodzi nagle.

Nie pomyślisz nigdy, że nieszczęście dotknie Ciebie, Twoich bliskich… Ale wtedy przychodzi śmierć, śmieje Ci się w twarz i wyciąga ręce po tych, których najbardziej kochasz. Teraz chce zabrać moją mamę… Rak trzustki – najgorszy, najbardziej podstępny, śmiertelnie niebezpieczny… Jest naszym wrogiem, którego musimy pokonać. To nic, że nie dają nam szans. My się nie poddamy. Będziemy walczyć o mamę do ostatniego tchu i właśnie teraz, gdy pojawił się cień szansy, musimy ją wykorzystać. Prosimy o pomoc…

Nikt nie spodziewał się raka. Właśnie wróciliśmy z rodzinnych wakacji. Nigdy byśmy nie pomyśleli, że to mogą być nasze ostatnie szczęśliwe chwile… Mama już wtedy źle się czuła, nie mogła jeść. Po powrocie wyczuła powiększone węzły chłonne. Martwiliśmy się, że może jakiś wirus, osłabienie. Przecież w takich chwilach nikt nie myśli o najgorszym! Nawet jeśli taka myśl wdziera się do głowy, przegania się ją, by nie zakiełkowała. Przecież nie my, nie nasza rodzina! Los jednak chciał inaczej…

Już pierwsze badanie wykazało guzy na węzłach chłonnych. Kolejne przyniosło diagnozę, której nie życzy się najgorszemu wrogowi – rak trzustki, IV ostatnie stadium. Nasza mamusia ma dopiero 46 lat i walczy z ostatnim stadium jednego z najgorszych nowotworów. Niestety ten rodzaj raka jest prawie nie do wykrycia we wczesnej diagnostyce. Nie daje objawów, nie widać go. Gdy zaczyna się coś dziać, zwykle jest już za późno. I tak było w przypadku mamy – rak zdążył się rozrosnąć do IV, ostatniego stadium w trakcie rozpoznania, a na tym nie poprzestaje. Okazało się, że dał przerzuty, wiele przerzutów na węzły chłonne…

Nic już nie było tak, jak dawniej.

W pewnym momencie zabrakło nawet łez… Nie istnieją słowa, które są w stanie wyrazić rozpacz, gdy lekarze mówią: nie ma szans, góra 6 miesięcy życia. Podamy chemię paliatywną, więcej nie da się zrobić. Mieliśmy szczęśliwą rodzinę, mamę, która była przy nas w każdej sytuacji. Teraz mieliśmy ją stracić… Nie mieliśmy już nad niczym kontroli, świat po prostu pędził ku zagładzie.

Na domiar złego lekarze pobrali wycinek tylko z węzłów chłonnych. Guzy na trzustce zignorowali twierdząc, że to na pewno ten sam rak. A gdy mama trafiła do szpitala, na biopsję było za późno… Konieczne było szybkie wdrożenie chemioterapii, mamusia ginęła w oczach. Jest jeszcze jedna rzecz, której lekarze nie potrafią dokładnie wytłumaczyć. To prawdopodobnie drugi nowotwór…

Szukaliśmy ratunku wszędzie, szansa przyszła z Niemiec.

To właśnie tam można przyjąć spersonalizowaną szczepionkę dendryczną! Może ona cofnąć chorobę, a co za tym idzie – zredukować guzy. A gdy będą mniejsze, będzie można leczyć i mieć nadzieję na pokonanie raka! Jednak taka szczepionka jest bardzo droga – blisko 9 tysięcy euro za jedną dawkę. Mama przyjęła pierwsze szczepienie, teraz konieczne jest drugie – tylko ta terapia dale nam jakiekolwiek szanse…

Dzięki Wam mama przeszła pierwszą serię leczenia szczepionkami dendrycznymi. Wyniki się znacznie poprawiły, a w nas wstąpiła nowa nadzieja. Nadzieja na pokonanie raka i zatrzymanie mamy przy nas… Lekarze zalecają ponowne podanie szczepionki, ale nas na nią nie stać. Prosimy o pomoc dla naszej mamy – to trudne, ale nie ma innego wyjścia. Nie ma innej nadziei…

Mam powinna przyjąć kolejną dawkę jak najszybciej! Czas ucieka, a my nie mamy już pieniędzy. Nasze oszczędności i pieniądze z kredytów zainwestowaliśmy w zahamowanie rozwoju raka. Próbujemy uratować mamę, rozpaczliwie walczymy o każdy cień nadziei… Ale na drodze stoją pieniądze, a raczej ich brak. Mama zdaje sobie sprawę, że umiera. Cierpimy, ale nie poddajemy się. Błagamy, pomóż nam w tej walce…

Pomóc może każdy. Więcej: https://www.siepomaga.pl/malgorzata-siwek2

Mieszkanka Starego Pola walczy…z dwoma nowotworami! Każdy może pomóc!

O Autorze
-

Możesz użyć tych tagów i atrybutów HTML <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>