Felieton. Czy każde miasto ma swoją „Carycę”? Skoro ma ją Gdańsk, ma i Elbląg!

1267
Wyświetleń

Po ostatnim posiedzeniu komisji śledczej w sprawie Amber Gold nowego znaczenia nabrało określenie „caryca”. O taką osobę pytał poseł Marek Suski, a sędzia Milewski z Gdańska mu odpowiadał. Zrobiło się dość zabawnie. Jednak warto zastanowić się, czy i u nas, w Elblągu jest taka „caryca”?

W środę komisja przesłuchiwała sędziego Milewskiego, który był bohaterem głośnej „prowokacji” ws. Amber Gold.

Poseł Suski próbował dopytywać o związki Milewskiego z gdańską elitą  polityki. Szczególnie interesowało go, kogo sędzia Milewski zabiera na trybunę honorową jednego z piłkarskich klubów. To właśnie wtedy padło pytanie o „Carycę”, która miała występować jako bardzo wpływowa osoba  nie tylko  w gdańskim wymiarze sprawiedliwości, ale także polityczno – biznesowym.

– Czy znana jest Panu ta osoba? (…) O pseudonimie „Caryca”?

– Nie znam „Carycy”. Jedyna, jaką znam to Katarzyna – odpowiedział wyraźnie zirytowany sędzia Ryszard Milewski, mając na myśli  jak określił Katarzynę  Wielką.

– Może pan podać nazwisko? – dopytał Suski

– Katarzyna Wielka! – odparował sędzia.

Ta zabawna skądinąd sytuacja każe jednak zastanowić się nad kobietami, które działają na styku polityki, biznesu, samorządu, wymiaru sprawiedliwości. Ma swoją „carycę” Gdańsk, ma ją również  Elbląg. Czy możemy wskazać naszą, lokalną „carycę”?

Naszą, jest tu posłanka Platformy Obywatelskiej, Elżbieta Gelert.

Oto dlaczego. Elżbieta Gelert jest obecna w polityce od ponad 10 lat. I dodajmy, polityce najwyższego, parlamentarnego szczebla. O tego od lat kieruje największym w regionie szpitalem – Wojewódzkim Szpitalem Zespolonym w Elblągu. W 2002 r. pojawiła się w Radzie Miasta Elbląga, jako przedstawicielka Platformy Obywatelskiej.  Jednak już w 2005 r. została wybrana senatorem. W wyborach parlamentarnych w roku 2011 zmiażdżyła konkurencję, uzyskując najlepszy wynik wyborczy w swoim okręgu. W 2015 r. ponownie wybrana na posła Sejmu.

Nie jest też tajemnicą, że poseł Elżbieta Gelert ma doskonałe kontakty i znajomości w świecie elbląskiego biznesu, wśród największych przedsiębiorców w naszym mieście. Bywa często na imprezach zamkniętych, organizowanych przez tych biznesmenów dla swoich pracowników. Ma szerokie kontakty w polityce warszawskiej oraz lokalnej. Należy do Kongresu Kobiet. Wiele osób uważa, że mając takie możliwości, niewiele robi dla swojego miasta. Dlaczego?

Tłumaczy to jeden z działaczy PO, który nie chce podać w publikacji swoich danych: – Ela zainteresowana jest głównie swoim szpitalem i działaniami w Sejmie w swojej branży. Elbląg niestety ją niewiele interesuje.

Dwuznaczna jest rola Elżbiety Gelert  w największej klęsce swojej partii w Elblągu. Chodzi o jej stosunek do referendum w sprawie odwołania prezydenta Grzegorza Nowaczyka i radnych miejskich w 2013 r. Nie jest żadną tajemnicą, że poseł Gelert nie pałała sympatią do prezydenta Nowaczyka. Zresztą również były prezydent Elbląga wytykał posłance, że niewiele dla miasta robi. Razem więc rzadko gdzieś pokazywali się publicznie. Nie było tajemnicą, że część Platformy w Elblągu chciała, aby Grzegorz Nowaczyk ustąpił ze stanowiska szefa partii w powiecie elbląskim. Taki zawarty był układ w 2010 r. – prezydent miasta nie będzie przewodniczącym partii. Mówił o tym zresztą głośno inny  polityk PO w Elblągu – Jerzy Wcisła.

Faktem jest, że środowisko PO chciało Grzegorz Nowaczyka zmusić do rezygnacji z szefa przewodniczącego partii w powiecie elbląskim. Podjęto nawet pewne decyzje, w pierwszych dniach grudnia 2012 roku, dzieląc koła miejskie partii, aby przeciwnicy Nowaczyka mieli większość podczas walnego zebrania wyborczego, gdzie mogliby prezydenta odwołać z funkcji szefa partii. To się nie udało.

Pozostało więc poczekać na referendum?

Już po odwołaniu prezydenta Grzegorza Nowaczyka, właśnie w nim Gelert upatrywała jedynego winnego całej sytuacji. W rozmowie dla Rzeczpospolitej powiedziała: – Referendum było przeprowadzone przeciwko konkretnej osobie, a nie partii. Pan Nowaczyk przegrał i musi odejść.

Sam premier Tusk w jednym z wywiadów telewizyjnych, komentując sytuację w naszym mieście, krytycznie wypowiedział się o odwołanych władzach naszego miasta.  Stwierdził nawet, że sam by głosował za ich usunięciem.

Kto przedstawił premierowi Donaldowi Tuskowi tak tendencyjnie negatywny obraz władz Elbląga? Tusk mógł o tym wiedzieć tylko z jednego źródła, nikomu innemu by nie uwierzył, tylko właśnie Elżbiecie Gelert, której powierzył wówczas „uzdrowienie” sytuacji w PO.

Były już prezydent odciął się posłance, podkreślając na jednej z konferencji prasowych, że lubi i ceni Gelert za to jakim jest dyrektorem Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Elblągu, uważa jednak, że te sukcesy i umiejętności nie mają żadnego przełożenia na pracę posłanki w polskim parlamencie, a Elżbieta Gelert zupełnie nie wykorzystuje swoich możliwości dla dobra Elbląga.

Dodał również, że ma żal o to, że poseł Gelert ani razu nie wystąpiła w obronie władz Elbląga podczas kampanii referendalnej.

Należy zadać sobie pytanie. Kto najbardziej skorzystał i najmniej stracił na takich „manewrach politycznych”?

Na skutecznym referendum wiele zyskała właśnie poseł Elżbieta Gelert i jej środowisko. Udane referendum otworzyło jej drzwi do pełni władzy w Platformie Obywatelskiej. To Ona ułożyła listy wyborcze do Rady Miasta w przyspieszonych wyborach samorządowych w 2013 r. To Ona również sama wystartowała w wyborach prezydenckich i o mały włos tym prezydentem by nie została. Kandydat PiS, Jerzy Wilk wygrał tylko nieznaczną różnicą głosów.

Także w czasie swojej kampanii wyborczej na urząd prezydenta w 2013 r. zdecydowanie odcięła się od odwołanych władz miasta z PO. Za co wielu działaczy Platformy w Elblągu ma do niej do dziś żal.

Do tego posłanka…przeprosiła elblążan za poprzednie władze miasta z Platformy Obywatelskiej, co także nie zostało dobrze odebrane przez niektóre kręgi tej partii w mieście.

Nie do przyjęcia  jest  fakt, że  od wielu lat  Elżbieta Gelert  do realizacji swoich celów politycznych wykorzystuje  Sebastiana Bona Kuchejda , który nie tylko jest  powszechnie znany w Elblągu ze swej przestępczej działalności, ale też uważany  przez  znaczną część środowiska tej partii jako jeden z głównych autorów klęski ekipy Grzegorza Nowaczyka w referendum. Kuchejda, kierując w 2012 i 2013 r. portalem elblag24.pl na łamach tej gazety wypisywał kłamstwa kierowane przeciwko ówczesnemu prezydentowi miasta i niektórym politykom PO w Elblągu. Sąd później oczyścił tych polityków ze wszystkich zarzutów, jakie stawiał im wtedy portal elblag24. Dlatego tym większe zdziwienie i rozczarowanie towarzyszyło działaczom PO, którzy podczas wieczoru wyborczego w 2013 r. w sztabie wyborczym Elżbiety Gelert (kandydowała wtedy na prezydenta miasta) zobaczyli Sebastiana Bona Kuchejda w bliskim otoczeniu posłanki.

O czym więcej można przeczytać:

http://wpolityce.pl/polityka/162482-nieudany-hak-w-elblagu-tygodnik-sieci-opisuje-kulisy-brudnej-kampanii-czy-sprawa-nagran-byla-nadzorowana-przez-premiera-tuska

Potocki szczegółowo opisuje rolę Bony-Kuchejdy, który podczas ostatniego sztabu wyborczego siedział w… sztabie Elżbiety Gelert i liczył głosy.  Jest nim przedziwna postać, nawet jak na świat polityki lokalnej. To Sebastian Bona-Kuchejda.

Na pewno jakieś kontakty i układy ich łączą. Tu nie ma wątpliwości – mówi jeden z działaczy PO. – Jakie? Nie wiadomo. Na pewno on wykonuje polecenia pani poseł.

Otwarcie zaś o tym „chorym układzie” mówił niedawno działacz PO, Tomasz Lewandowski, były wiceprezydent miasta w latach 2010-2013. Skrytykował posłankę za to, że własnym samochodem przywiozła do Braniewa, na pogrzeb byłego burmistrza tego miasta, właśnie Sebastiana Bona Kuchejdę.

Faktycznie poseł Elżbieta Gelert przyjechała w towarzystwie Sebastiana Bona-Kuchejdy człowieka skazanego wieloma prawomocnymi wyrokami karnymi, między innymi za pomówienia mnie i doradcę prezydenta Witolda Strzelca. Z wiadomych względów nie mogę się z tym pogodzić. Platforma powinna być monolitem. Powinniśmy być ludźmi, którzy się wspierają na dobre i na złe. Nie akceptuję takiej sytuacji, że poseł, wybraniec narodu, osoba, z którą kiedyś bardzo blisko współpracowałem i liczyłem się z jej zdaniem,  współpracuje z ludźmi skazanymi prawomocnymi wyrokami przed sądami karnymi, jednoznacznie wymierzając policzek nam – osobom, które zostały przez tą osobę skrzywdzone. Dlatego na ostatnim spotkaniu Platformy wyraziłem swoją  negatywną opinię bardzo konkretnie – mówił w 2015 r., na łamach info.elblag.pl Tomasz Lewandowski.

Otrzymał Pan jakieś wytłumaczenie?

 Jeszcze nie uzyskałem odpowiedzi. Czekam na odpowiedź od przewodniczącego partii w powiecie, jakie są podstawy działania poseł Gelert, która doskonale wie jaką rolę odegrał ten człowiek w  okresie referendum. Trzeba podkreślić, że przez tamte wydarzenia Platforma została strasznie pokiereszowana. Od tamtej pory cały czas odbudowuje swoją strukturę. Wiele osób od Platformy odeszło. To też widzą nasi wyborcy. Ja tę partię tworzę od 10 lat. Dzisiaj wycofałem się z życia politycznego i czynnego uczestnictwa w działalności partii przez co mogę bardziej obiektywnie, z dystansem, obserwować to, co robi partia – odpowiadał Tomasz Lewandowski.

Jedno jest pewne, Sebastian Bona Kuchejda nigdy nie zaatakował na łamach swoich mediów poseł Elżbietę Gelert. Nawet wówczas, gdy swoimi kłamstwami i pomówieniami niszczył obraz prezydenta Grzegorza Nowaczyka, jego współpracowników i całej elbląskiej PO. Niszczył  PO wówczas w konkretnym celu? Na konkretne zamówienie?

Jeśli więc dziś, wracając do posła Suskiego i jego pytań o „carycę” można zastanawiać się czy również w Elblągu mamy taką elbląską „carycę”, silnie związaną z polityką, biznesem i samorządem, odpowiedź jest twierdząca: Tak, mamy poseł Elżbietę  Gelert.

Elżbietę Gelert  z Carycą Katarzyną łączy również zodiakalny znak. Obie są „Bykami”. 

Felieton. Czy każde miasto ma swoją „Carycę”? Skoro ma ją Gdańsk, ma i Elbląg!

O Autorze
-

Możesz użyć tych tagów i atrybutów HTML <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>